czwartek, 22 listopada 2012

Trochę historii


Kiedy sięgam pamięcią wstecz, przypominają mi się cudowne rzeczy. Szkolne przypały, koncerty, wagary i wiele innych. Nie ma nic takiego w moim życiu, czego mogłabym żałować. No, może jednak jest-że nie kopnęłam w pewnych sytuacjach rozsądku ;) Porównując siebie z przed dwóch lat, zastawiam się, jak bardzo się od tamtej pory zmieniłam. Oczywiście każdego z nas to dotyczy. Nie mniej jednak u mnie te zmiany miały charakter diametralny. Od punkówy po dziewczynę, jaką można zobaczyć na zdjęciach.
Na początku bardzo dużo osób:
a)nie poznawało mnie
b)były w kompletnym szoku
c)jedno i drugie.
Czy cokolwiek na  tym zyskałam? Czy to faktycznie było mi potrzebne?
  Na początku faktycznie zastawiałam się, co ja najlepszego zrobiłam. Źle się czuję! Nie jestem sobą! Miałam wrażenie, że każdy na mnie obserwuje i zna moją słodką tajemnicę. Jakby szeptali między sobą, że ta metamorfoza była zbędna a co więcej, że kompletnie na mnie nie zasługuje. Tak jak wilk z Czerwonego Kapturka w przebraniu babci. Właśnie. Czułam się przebrana! I to nie było tak, że zaliczałam jedna op drugiej modowe wpadki. Ale po prostu można to było porównać do próby ujarzmienia, udomowienia lwa. Wziętego z dzikiej puszczy. Chciałam schować się we własnym pokoju i z niego nie wychodzić. A kontakty z ludźmi ograniczać do rozmów telefonicznych. Więc po co mi to było?
  Uważała,że trzeba zamknąć pewien dział w swoim życiu. Pożegnać się z łezką w oku z cudownymi latami. I proszę ich nie bagatelizować! Trwały one aż 6 lat. Cudowne sześć lat mojego życia. Niestety łatwiej jest się nie wyróżniać i nie afiszować ze swoimi poglądami, własną ideologią i mentalnością. Ale ja te sześć lat traktuję jako kamuflaż. Jak każdy z nas, miałam swoje kompleksy. Nie potrafiłam siebie zaakceptować. Żeby to zrozumieć musiałabym cofnąć się parę lat wstecz. Ale tego nie zrobię. Tu, na blogu nie będę poruszała moich prywatnych spraw. Należą one do mnie i tylko do mnie. Dlatego też wydawało mi się, że tak będzie lepiej. Uważałam podświadomie, że nie będę rzucała się nikomu w oczy. Zupełna anonimowość.  Skłamałabym twierdząc, że chodziło mi tylko o to. Bo to właśnie mnie uformowało i dzięki temu zawdzięczam bardzo dużo. Głównie to, co sobą reprezentuję.

Poruszam ten temat między innymi dlatego, że wiele znanych mi osób też ukrywa się pod taką otoczką-skorupką. Ciekawe jest w tym to, że wolimy kompleksy chować pod pewnego rodzaju nonszalancką obojętnością odnoszącą się do naszego wyglądu. Dlaczego tak się dzieje? Bo naszym zdaniem stajemy się wtedy niewidzialni. Zdystansowani i obojętni. Takie między innymi sygnałami pokazujemy innym. A paradoksem dla tych osób jest to, że powinny starać się pokochać siebie a nie ukrywać przed światem. O ile prościej jest z tym walczyć, z tymi kompleksami odnośnie naszej aparycji(a jest ona też związana ściśle z tymi psychicznymi, chociażby brak pewności siebie, nieśmiałość i tak dalej i temu podobne) mając twarzową fryzurę, makijaż i ładne ubranie. Na prawdę. Sama to przerobiłam a ponadto są to nie tylko moje własne wnioski. Każda dobra wizażystka i stylistka powie wam, że to całe ukrywanie się ma podłoże psychologiczne.