środa, 21 listopada 2012

W krzywym zwierciadle










 Ile to się debatuje odnośnie operacji plastycznych-robić, czy nie robić? Spora większość ludzi uważa, że piękno tkwi w naturalnym wyglądzie. Czyli mam tu na myśli nie osobę, której hasłem życiowym jest "jakim Panie Boże mnie stworzyłeś takim mnie mosz" ale oczywiście tę dbającą o siebie- zarówno w kwestii wizualnej jak i tej psychicznej. Tyle się mówi, że bardzo łatwo zatrzeć granicę miedzy jedną operacją a kilkudziesięcioma- skoro zaczęło się to robić, lepiej się wygląda no to czemu nie pozwolić sobie na następną? Skoro mam piękny biust,nos to może pora na nowe i cudowne pośladki,usta,brzuch (...) i tak dalej, i tak dalej. 


Oczywiście rozumiem osoby których kompleks przesłania cały świat. Nie mniej jednak może czasem lepiej siebie zaakceptować? Jasne, że trudno. I bynajmniej nie potępiam niczyich decyzji, w końcu to ich sprawa a skoro czują się z tym lepiej... I zdaję sobie sprawę z faktu, że w przypadku wielu osób ta operacja zaczyna się i kończy na jednej a dzięki niej są pewniejsi siebie oraz bardziej siebie kochają. Zaczynają siebie akceptować. Rozumiem, szanuję i cieszę się ich szczęściem. Tylko chodzi mi o przekroczenie pewnej granicy a konsekwencją jest narażenie się o śmieszność i nienaturalność. Kto nie słyszał o kobiecie kot? Albo o Marii Geronazzo? Całkiem możliwe, że chciały poprawić tylko jedną rzecz a efekt w rezultacie jest makabryczny.



  Tak samo nie zapominajmy o naszym wirtualnym życiu- facebook, myspace, twitter czy nasza-klasa. Bo przecież wiele z nas je prowadzi. Chcemy wypaść jak najlepiej, pokazać się z jak najlepszej strony. Chcemy pochwalić się innym gdzie byliśmy na wakacjach, jak spędziliśmy wieczór ze znajomymi, w jakich świetnych imprezach uczestniczymy. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście fajnie jest też pokazać zdjęcia na których wyglądamy najkorzystniej. Jeżeli obrabiamy te zdjęcia a mianowicie  poprawiamy kolor, kontrast, usunie się jakąś niechcianą krostkę, rumieńce czy zatuszuje rozmazany makijaż to oczywiście jest to jak najbardziej normalne. I nie ma w tym nic niezwykłego. Jeżeli jednak zaczynamy poprawiać swoją twarz, włosy czy ciało (albo jw wszystko naraz) to chyba warto się nad sobą zastanowić. Czemu to robimy? I dla kogo? Jeżeli dla siebie to oznacza to, że tak siebie nienawidzimy czy tych defektów, że nie potrafimy sobie z tym poradzić. Sami się nakręcamy w nienawiści do samych siebie, naszych ciał. Wcale to nam nie pomoże a będzie jeszcze gorzej! Oglądając takie zdjęcia będzie pierwsza reakcja(być może,tak mnie się przynajmniej wydaje ^^ ) ale jestem pięny/a itp itd blepleple. A zaraz po tym ukradkowe spojrzenie w lustro. I czarna rozpacz. Nie ma co, psychologowie i terapeuci się ucieszą. Nie wspominając o chirurgach plastycznych.
  Albo może chcemy innym się pokazać. Ale z jakiej strony? Co tym samym chcemy innym udowodnić? Jestem tak paskudny/a ,gruby/a, płaska, mam zadarty nos jakby mnie rodzice za dziurki ciągnęli, worki pod oczami, zeza, krzywe nogi, wystającą brodę (i nie wiem co jeszcze, bo tak pisać można godzinami),że muszę zmienić swoją twarz! Żebyś widział, z czym mam problem! Znał moje kompleksy! A potem można to oczywiście bardzo łatwo wykorzystać przeciw takiej osobie. Bo przecież bardzo łatwo można zranić taką osobę wyśmiewając się z tego, co ją najbardziej boli(nie wspominam o innych aspektach). Więc może warto się nad tym zastanowić i zacząć kochać siebie?