poniedziałek, 10 grudnia 2012

Z wyrazami głębokiego szacunku


                                                        
  Są sprzeczne zdania odnośnie współczesnych czasów a lat '90. Jedni mówią, że było wtedy łatwiej, czas płynął o wiele wolniej a praca leżała na ziemi- wystarczyło się tylko po nią schylić. Inni zaś, że brak artykułów w sklepach, trudność w zdobyciu wykształcenia, problem z wyjazdem do innych krajów, cenzura utrudniały życie i teraz jest nam o wiele łatwiej.
Z drugiej jednak strony porównując te sprzeczne opinie należy każdej z teorii przyznać rację- każda ze stron ma słuszne zdanie. Rzecz tkwi w znalezieniu złotego środka dzięki któremu żyłoby się wszystkim lepiej. Przykre jest to, gdy wybierając się na studia, młodzi ludzie wypierają się własnym pasjom oraz ideą ku znalezieniu później pracy. Musimy mieć na uwadze to, co się opłaca, niezależnie od tego czy będziemy szczęśliwi i czuli się spełnieni w tym, co robimy. Wybrałam kierunek dobrze płatny w przyszłości o dużym zapotrzebowaniu na rynku pracy. Ale czy to jest to, gdzie będę czuła się spełniona? Bynajmniej. Na siłę próbowałam sobie wmówić, że kiedyś za parę lat będę zadowolona z wyboru. Zmieniłam się o 180 stopni, Teraz jednak zdecydowanie żałuję tego wszystkiego. Po stokroć bardziej chciałabym zatracić się w swojej pasji. A z tego co widzę, niestety wcale się na to nie zanosi. Co więcej- mam zamiar zmienić tryb studiowania na zaoczny. Jaki jest sens pięć dni w tygodniu spędzać na robieniu rzeczy, które kompletnie się nie lubi? Jasne, nie każdy przedmiot jest łatwy, lekki i przyjemny. Ale chodzi w tym wszystkim o to,że o wiele łatwiej jest to wszystko znieść gdy robimy to z powołania. I oczywiście realizując własne ideały. Mój dzień składa się z wykonywania mechanicznie mnogiej ilości czynności. A to dlatego, że nie widzę sensu tego, co robię. Jestem szczęśliwa, jak najbardziej. Z tym,
że do pełni szczęścia brakuje mi satysfakcji z samorealizacji. Zatem, czy nie powinno się tego zmienić? Panie Prezydencie, dlaczego tak bardzo utrudniasz nam życie? Tak, jak Twoi poprzednicy? Nie mam na myśli oczywiście wszystkich. Ale czy to jest normalne, że ja, mając lat dwadzieścia, będąc podporą narodu wraz z innymi młodymi ludźmi, musimy na co dzień zmagać się z wieloma trudnościami? Brak pracy, niemożność robienia tego, czego się pragnie( a przecież dobry pracownik to taki, który jest powołany do tej pracy! )a często nawet trzeba zrezygnować z dalszego kształcenia ze względu na brak wystarczającej ilości funduszy. A pracy jak nie było, tak nie ma! A kto będzie Was, Drogi Panie Prezydencie utrzymywał? No kto? My! My, podatnicy! I Wy się dziwicie, że tak spadła ilość narodzin? A co Wam się wydaje? Że ja urodzę tutaj,dla Was dziecko? A najlepiej troje? Bo nie ma kto na Was zarabiać? Tu się puknijcie,o! Sami sobie urodźcie i wychowujcie! Bo ja nie mam najmniejszego zamiaru. Jak wreszcie zainteresujecie się nami, waszymi obecnymi podatnikami czy też tymi przyszłymi i zadbacie o nas, to możemy wtedy porozmawiać. Ale nie wcześniej.


                                                                                    Z wyrazami głębokiego szacunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz