czwartek, 31 stycznia 2013

O tym, jak nie pisać bloga

  Tak tak, tytuł jest jak najbardziej właściwy, przemyślany i oparty faktami. To jest - dopiero będzie oparty faktami. Dość ciężko było by wszystko we wstępie przedstawić! A, żeby moja pani polonistka z liceum i gimnazjum i podstawówki i przede wszystkim moja mama ( swoją drogą, najlepsza istota na świecie o anielskiej cierpliwości - końcu mnie wychowała! I świętej pamięci Babcia też miała anielską cierpliwość - w końcu to ona wychowała moją mamę z którą, bagatela, podobno jesteśmy identyczne :> ) nie były oburzone faktem, że tyle lat uczyłam się polskiego a ja nie potrafię czegoś takiego napisać! Stąd ten wstęp. Myślę, że teraz każdy wie po co on jest no i z pewnością zacznie go doceniać i zrozumie sens jego istnienia. 
  Zgodnie z założeniami, ten blog miał być o charakterze modowym. Wiecie, jak się nie ubierać, najciekawsze i ponadczasowe trendy, propozycje jak o siebie zadbać ( nie można się dziwić mojemu skrzywieniu zawodowemu - w końcu studiuję kosmetologię a pokazy mody oglądam z zapartym tchem i nałogowo jak nasze babcie i sąsiadki Modę na Sukces! ) i temu inne i podobne. Zgodnie z założeniami ( to powtórzenie zastosowałam jak najbardziej świadomie, więc proszę się nie czepiać i nie wyskakiwać mi tu z pouczeniami dotyczącymi zasad stylistycznych, panujących
w naszym języku ojczystym! ) miałam od czasu do czasu zaledwie napomknąć o tym, co mnie wkurzyło, o wszystkim tym, co panuje w naszym pełnym absurdów kraju co miejsca mieć NIE powinno. Ale jest, niestety, ku uciesze naszych władz. Których z miejsca, NIE pragnę pozdrowić.
  Jednak wyszło zupełnie inaczej. Pewnie wyobrażacie sobie to w ten oto sposób, że zasiadam przed komputerem z szałem w oczach, być może pod wpływem tych silnych emocji z lekkim zezem, potargana ( kobieta nigdy nie jest potargana tylko uczesana zgodnie z nowymi trendami panującymi na Giewoncie. W wietrzny dzień! ), z kunsztownym makijażem, uprzednio NIEartystycznie rozmazanym i szklanką pełną obranych marchewek. Swoją drogą, nie wiem na co te marchewki ale z pewnością lepiej to brzmi i wygląda aniżeli papieros zwisający w kąciku ust. Dymiący się jak Tomcio Lokomotywa. I nie macie racji! To znaczy mielibyście, ale wyłączając rozmazany makijaż papierosomarchewki, zez, no i te potargane włosy. No, chyba, że wracając do domu towarzyszem podróży byłby huragan. Ewentualnie lekki zefirek. Szał w oczach może być.
  Wiele dzieje się takich rzeczy, które są niezwykle upierdliwe i nachalne. Siedzą mi w głowie i siedzą i mając sobie za nic te miętoszone przeze mnie słowa niecenzuralne. A co je to obchodzi! Phi! Złośliwe są i taka ich praca więc mnie wkurzają. A potem ja wracam do domu i piszę z prędkością karabinu maszynowego jakie to one są złe i niedobre. Wolno mi, prawda? Lepsze to, niż gdybym w ramach zadośćuczynienia sobie samej za ten podły i złośliwy los napadała na bank. Albo porywała dzieci ze żłobków. A tak, tylko sobie piszę. A wy to sobie czytacie, co mnie bardzo cieszy, zważywszy na zwiększającą się waszą ilość. Miło jest mieć dla kogo się uzewnętrzniać. Może nawet uśmiechacie się pod nosem czytając te oto wypociny myśląc sobie, że jestem wariatką jakąś albo co. Ale wiecie, na prawdę ciężko byłoby być normalnym w naszym kraju. Kraju pełnym absurdów, psiakrew!

3 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się styl Twojego bloga. Świetnie się wypowiadasz co sprawia, że jest jeszcze bardziej oryginalny.
    Z takim stylem spokojnie możesz pisać książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo miło mi to słyszeć, na prawdę! Dziękuję bardzo!:)♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi sie to ze piszesz szczerze i od serca ;] podoba mi sie Twoj blog i napewno będe zagladała częsciej ;]

    OdpowiedzUsuń