sobota, 5 stycznia 2013

Przesolona zupa i inne takie takie

Mleko to nie zło! Pijmy mleko w imię naszego zdrowia! ;)
                                    
 Jako, że w dniu dzisiejszym moja inwencja twórcza leży i kwiczy podzielę się z Wami moimi dwoma ulubionymi fragmentami autobiografii Joanny Chmielewskiej. Napisałabym jeszcze jeden ale nie mogę go znaleźć. A tak na dobrą sprawę to bym wszystkie części mojej ulubionej pisarki przepisała ale coś mi się widzi, że zajęłoby to trochę za dużo czasu. Zatem przejdźmy do konkretów :

                    CYTAT PIERWSZY              
                      
        Początki Polskiego Radia, jak wiadomo, były
dość prymitywne. Nie nagrywano wszystkiego, rozmaite rzeczy szły na żywo, głównie uroczystości państwowe, a skutki tego wypadały czasem niezwykle.Szczególnie jeden, w który trudno uwierzyć, ale gotowa jestem przysięgać na co kto chce, że to, co poniżej, jest świętą prawdą. Odbywały się pierwsze marsze jesienne. Dostojnik wszedł na trybunę i odezwał się w następujące słowa             -Towarzyse i towarszyski! Łobywatele i łobywatelki! Wy idzieta w  te marsze jesinne na pamiątkę Tadeusa Kościuski, któren przy boku Armii Krajowej pobił hitlerowskiego gada pod Grunwaldem! Za ścisłości cytatu ręczę. Obecni zapisali sobie to natychmiast, w tym Lucyna, od niej dostałam tekst na piśmie i powtarzałam go tyle razy, że utkwił mi w pamięci.
          Inne wydarzenia były już może mniej barwne, ale przy którymś tam          przemówieniu w plenerze mówca rzekł: -A teraz wnoszę okrzyk.... I w tym momencie w mikrofon poszło potężne, chrapliwe -Beeeeeee! Beeeeeee! A zaraz w tym głos ludzki -  A pójdziesz cholero! A pójdziesz! Łatwo zgadnąć, że obok pasły się barany.
 


CYTAT DRUGI

    Od dzieciństwa bardzo lubiłam pisać na maszynie. Krótko po tym obiedzie kończył się już czas pracy i w biurze znajdowałam się ja oraz czasem jeszcze ktoś odwalający nadgodziny. Pisałam w ośmiu egzemplarzach naraz, przepisywałam zatem każdy tekst trzy razy, dla dwudziestu czterech uczennic, i niczego nie musiałam się już potem uczyć. Opanowałam sztukę pisania po łacinie do tego stopnia, że chcąc napisać po polsku "ale" , odruchowo uderzałam "que" . Próbkę tekstu znalazłam po latach i brzmi ona następująco: "Iam satis terris nivis atque dirae Grandias misit pater et rubente" A co dalej, to niech wam Żermena powie, bo mogła baba od razu dalej pokazać, to bym przepisała. A ta krowa, Biernacka, też jest głupia jak stołowe nogi, bo mi nie dała się Żermeny spytać, tylko gębę darła, że ona wie. G... wie! Jakbym zobaczyła, że tego jest tak mało to bym zaraz spytała i byście miały. A tak to g... macie. Podziękujcie Biernackiej, bo mnie już dziś od rana szlag trafia!

                                                                                       Czego i wam życzę
                                                                                              kochająca koleżanka
                                                                                                      I. B.


  Uwielbiam tę pisarkę. Kocham jej poczucie humoru, światopogląd, mentalność, sposób wysławiania oraz naszą wspólną miłość do literatury kryminalistycznej. Tym interesującym akcentem kończę dzisiejszego posta. Mnie również szlag trafia i również Wam tego życzę kochająca Was Paulina!

1 komentarz:

  1. haha zabawne zdjęcie!

    Nie używam żadnych odżywek, moje włosy są takie naturalne (niestety!)

    OdpowiedzUsuń