piątek, 22 lutego 2013

Bóstwo na ołtarzu pączkami się żywiące


                                
 Pamiętaj. Wchodząc do pieczary, musisz trzymać się kilku zasad :

-  wchodzisz na paluszkach, jak najciszej tylko potrafisz
- Twoja postawa musi sygnalizować " jam marna materia ludzka "
-  jeżeli wiesz, że będziesz musiał wypełnić jakieś dokumenty, najlepiej, jeżeli będą wcześniej uzupełnione, starannie przejrzane tak, aby Jej Doskonałość nie musiała okazać łaski i w czymkolwiek Ci pomagać ( to mit, że od tego jest i za to jej płacą )
- najlepiej, jeżeli Twoja wizyta nie jest związana z chęcią otrzymania pomocy a złożenia hołdu niebańskim istotą w postaci przyniesienia darów niczym mędrcy ze wschodu ( w Twoim przypadku zalecane są ciasta rozmaite i kawa doskonała. Koniecznie z Włoch. Jeszcze ciepła! )



 Czy ktoś wie, o kim piszę? Ktokolwiek? Tak. Są to Panie z Dziekanatu. Istoty zesłane ku naszej uciesze. Pełnią zaszczytną funkcję na każdej uczelni. Są niczym Mapa Huncwotów dla Harrego i przyjaciół. Nie wiesz, gdzie masz szukać profesora Y? Nie masz pojęcia, czy przysługuje Ci stypendium socjalne? A może chcesz zmienić grupę? One czekają aż przyjdziesz! Z uśmiechem na ustach  
wyciągają pomocną dłoń! 


  Czasami wydaje mi się, że są to kobiety niespełnione życiowo, które wszelkie niepowodzenia życiowe odreagowują na nas, biednych szaraczkach. Choćby człowiek na dzień dobry salto zrobił dzierżąc jednocześnie pieniste latte ze zmysłowo spienionym mlekiem ( i posypką czekoladową, układającą się w napis " KOCHAM PANIĄ " ) a w drugiej dłoni obowiązkowo czekoladki MERCI- ona i tak nie docenił Twych starań. Co więcej, musisz przeczekać jej, jakże fascynującą z resztą, konwersację odnośnie kochanki sąsiada z naprzeciwka brata kuzyna przyjaciela kolegi z liceum. To o stokroć ważniejsze aniżeli to, że czekasz w kolejce już dwie godziny, potrzebujesz pilnie informacji na wczoraj a niezwykle ważny wykład zaczął się pół godziny temu. A profesor nienawidzi spóźnialskich i jest zdecydowanie pamiętliwą postacią. No i co go interesuje, że żal Ci było zmarnować zaszczytu dojścia do początku kolejki? 
  Dla osób " wyższych rangą " te panie są w stanie odjąć sobie od ust przeżuwanego właśnie pączka, ażeby tylko zyskać ich uznanie. Gdy wchodzi wykładowca, można to wyczuć nie po sposobie stawiania przez niego kroków a tym błysku w oku pań, uśmiechu serdecznym i pojawiającej się nagle znikąd atmosferze wskazującej na ciężko wykonywaną pracę. To nic, że właśnie dochodziły panie do finału fascynującego romansu kochanki sąsiada z naprzeciwka ( ... ) kolegi z liceum.  W takich chwilach trzeba korzystać z nadarzającej się okazji. Należy wówczas, jak najszybciej i najwyraźniej to możliwe, wyartykułować błagalnie słowa pomocy w konkretnym problemie. Wtedy wówczas mamy największe szanse na to, że uda nam się uzyskać znaczącą dla nas informację.Jeżeli jednak, nie zrobisz tego wystarczająco szybko, nie spodziewaj się ciepłych słów pociechy od pań wyżej wymienionych. Ich nie interesują Twoje problemy ściśle związane z uczelnią. One zrodziły się do wykonywania rzeczy wzniosłych i wiekopomnych.
  Byłam świadkiem takiej o to fascynującej konwersacji. Słowa mogą się, rzecz jasna trochę różnić. Nie mniej jednak, sens pozostaje ten sam :

 
- I te zamówione meble, wiesz, te włoskie takie, dębowe, mamy dostać za trzy tygodnie!
- Co Ty mówisz! To na prawdę wspaniale! Ale czy to są te z tym takim wiesz?
- Tak tak, chociaż mój mąż twierdzi, że nie będą nam pasowały do ogólnej koncepcji wystroju ale wiesz, co on tam wie...
- Oczywiście, co oni mają do powiedzenia, nie znają się kompletnie na tego typu sprawach! No właśnie, właśnie, poczekaj chwilkę, Złociutka... A pan tu czego??
< student nieśmiało acz z pewną dozą nadziei malującej się na twarzy, skłonił się z szacunkiem po pas >
- Bo widzi, szanowna pani, ja przyszedłem...
- A co mnie interesuje, po co pan przyszedł? Nie widzi pan, że pracuje i jestem zajęta? Ależ ta dzisiejsza młodzież jest bezczelna! Nie mam już siły   do tych studentów, na prawdę... I wiesz, i te meble...

  No właśnie. Ja jakiś czas temu musiałam coś załatwić w dziekanacie. Wystałam się długo niesamowicie. Uprosiłam panią profesor nadzwyczajną ( nie będę ujmowała jej tytułu samym " profesorem " przecież ! ) o wyjście w trakcie wykładu gdyż liczyłam, że o tej porze nie będzie długiej kolejki. Ile wystałam i się wyczekałam, to moje. Gdy zaszczyt mnie kopnął i miałam szansę o wyartykułowanie mego problemu, wypełnienia wszelkiej papierologii, pojawiła się przeszkoda straszliwa. Nie byłam pewna numeru karty, tylko ostatniej cyferki się wahałam. Ze łzami w oczach poprosiłam czy by pani nie mogła sprawdzić w komputerze, przecież to tylko chwila ja pani podam dane i numer przecież, to chwilka będzie, ja pewna jednej tylko cyferki nie jestem... Pani z triumfem w oczach powiedziała NIE. Uśmiechnęła się zadowolona w życia i poszła do bufetu, o czymże to zdążyła poinformować koleżankę obok. Szlag by to... Mam nadzieję, że pączek w tyłek jej pójdzie! O! Zaś mamy taką jedną panią w dziekanacie teraz, która jest jak dla mnie postacią niebiańską. Anioł, nie kobieta! I nie mówię tego bynajmniej sarkastycznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz