poniedziałek, 25 lutego 2013

Fenomen Pluszowego Misia

  
  Skąd wzięło się przekonanie wśród panów, że chcąc zadowolić wybrankę swego serca należy obdarować ją pluszowym stworzeniem? A nie na przykład zaprosić na kolację do Tiffaniego? Albo pierścionek z brylantem od pana wyżej wymiennego? Jeszcze jak gdyby były to zerówkowe romanse  to byłby to fakt jak najbardziej zrozumiany. A tak? O co chodzi z magią miniaturowego niedźwiedzia grizzly  pokrytego pluszową materią? W dodatku biedaczysko zostało wypchane watą, co by figurę miało zbliżoną do oryginału. Co poniektóre są obdarzone grochem w tyłku, żeby posiadały dodatkową umiejętność siedzenia na elemencie wyżej przedstawionym. Taki chwyt marketingowy, za który trzeba więcej zapłacić.

  Ale wiecie co? W tych pluszakach coś jednak jest.
.
  Od dzieciństwa, obok smoczka, mamy aplikowane takie oto właśnie zwierzaki, w różnych formach z resztą. Cel tychże czynności jest jak najbardziej klarowny - rodzice chcą tym samym uspokoić dzieciątko, w dodatku zabawka taka ma dodatkową umiejętność uspokojenia malucha. No bo przecież tak do końca nie leży same w tym wielkim, drewnianym łóżeczku... Popatrzy na takiego sąsiada, przytuli się albo i nie. Ewentualnie wyrzuci na podłogę, gdy zajmuje zbyt wiele miejsca. Poza tym, ta czynność spełnia dodatkową funkcję - mamusia, czy tam tatuś, przyjdzie, zabawkę podniesie, dzieciątko ukołysze i maluch czuje się dodatkowo dopieszczony. No, chyba, że faktycznie chciał sam zasnąć, bez dodatkowych gości...
  Wydawać by się mogło, że im jesteśmy starsze ( albo i starsi, założę się, że każdy pan ma gdzieś ukrytą maskotkę z czasów dzieciństwa :> ) to tym bardziej nie będziemy interesować się zabawkami. I tak w gruncie rzeczy jest faktycznie! Lalki dajemy sąsiadce ( oczywiście młodszej. No, chyba, że mamy nawet i starszą acz zdziecinniałą i mimo zaawansowanego wieku lubi się nimi bawić. no to niech się nimi bawi, na zdrowie! Co nas to przecież obchodzi. A poza tym, mamy pewność, że lalki są oddane w dobre ręce. ) samochodziki sąsiadowi ( wywód jak wyżej aczkolwiek dotyczący, jak wiadomo, osobnika płci przeciwnej ) i co tam jeszcze mamy zgromadzone. Co do klocków lego to chyba się z tego za bardzo nie wyrasta. A pluszaki? One rosną razem z nami! Spróbuj położyć się spać z maskotką. Niech eksperyment potrwa dłużej niż 2-3 noce. Następnie schowaj ją na " swoje miejsce " . I co? Łyso trochę, nie? ( Mam nadzieję, że panowie pozbawieni na czaszce owłosienia, nie poczują się urażeni tymże porównaniem, co? ) Zasnąć jakoś nie idzie, przysłowiowe potwory spod łóżka jakieś takie realniejsze się wydają być, pokój większy i ciemniejszy... No coś nieswojo się człowiek jednak czuje. 
  Zastanawiam się dlatego, czy dostajemy te maskotki tylko z powodu braku pomysłu na prezent. Czy ta chęć obdarowania nas pluszowym stworzeniem ma podłoże psychologiczne - zapewnienie partnerce poczucia bezpieczeństwa, możliwości przytulenia się do takiego sympatycznego stworzonka ( lepiej do takiego niźli jakiegoś obcego pana! ) . No właśnie, jak to z tym jest? 
  Z okazji świąt Bożego Narodzenia, otrzymałam na Wigilię od mojego mężczyzny bardzo sympatyczne stworzonko. Zeberkę. Zeberka jest wielkości rocznego dziecka, więc jej gabaryty w tym przypadku uważam za dodatkowy plus - im większa, tym bezpieczniej się przy niej czuję.Wiecie, gdy ma się do czynienia z ciemnością, to człowiek jakiś taki mniejszy się czuje... Chcąc udać się do łazienki, na ten przykład, biorę Zeberkę za kopytko i idziemy tam, gdzie planowałam. Noc wydaje się wówczas być jaśniejsza i mniej straszna a te potwory czające się w zakamarkach mojego domu, z krzykiem uciekają na widok mojej obrończyni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz