poniedziałek, 4 marca 2013

NAJWAŻNIEJSZA DLA LUDZKOŚCI A POPADA W ZAPOMNIENIE

                    
  Są osoby, które zapomniały o ich istnieniu. Co więcej, nie są w stanie poprawnie ich nazwać nawet wtedy, gdy muszą koniecznie z nich korzystać - zbliżający się sprawdzań, egzamin i co kto jeszcze tam ma ważnego, odnotowanego w kalendarzu. Zarówno Joanna Chmielewska ( Miszcz nad miszczami! ) no i rzecz jasna ja, od dzieciństwa uważałyśmy ją za ulubioną maskotkę, towarzyszkę zabaw, powierzycielkę najskrytszych sekretów ( ano tak, to dlatego, że pod jej wpływem rodziły się marzenia! ). Czy ktokolwiek wie, CO właściwie mam na myśli? Ktokolwiek? Z młodego pokolenia?
Jest to KSIĄŻKA. Tak. Takie coś jakby zeszyt ale już zapisane. Od podręcznika i lektur różni się tym, że sięgamy po nie dobrowolnie. Co do lektur, zawsze czytałam je po parę razy. Gdy w liceum mieliśmy za zadanie zapoznanie się z pierwszą częścią Chłopów, książka tak mi się spodobała, że sięgnęłam po je pozostałe, trzy części. Potem, rzecz jasna, nasza wiedza z lektury została sprawdzona w formie piśmiennej. Polonistka postawiła mi pałę jak stąd do Malibu gdyż stwierdziła, że 3 i 4 część omawia się na filologii polskiej i z pewnością jej nie czytałam a jedynie streszczenie. Doprawdy, z takim podejściem do uczniów i wiarą w ich umiejętności oraz zainteresowania, pani daleko zajdzie:)
  Pamiętam te cudowne czasy mojej " młodości ", kiedy to chwaliło się na podwórku przeczytaną niedawno książką czy też lekturą otrzymaną z różnych to okazji ( czy tam bez jakiejkolwiek okazji ). Na podstawie przeczytanych treści, wymyślało się zabawy niesamowite, do których potrzebne były jedynie wolny czas na podwórku i wystarczająca dawka wyobraźni, którą to miało się od groma. Kiedyś też, dostając lalkę pod choinkę, człowiek był blady, dumny i szczęśliwy. Teraz małe łebki domagają się Ipodów czy Iphonów, co uważam za po prostu śmieszne. Postęp postępem, ale nie w każdym aspekcie nam on służy.
  Czy to normalne, że czytanie książek aktualnie jest wyznacznikiem lamerstwa i największym obciachem? Czy nikt już nie pamięta, jakie wartości dostarcza nam dobra lektura? A mamy w czym wybierać! No kurde no! Płakać mi się chce, że teraz słowo pisane zanika! Ludzie wolą czytać e booki niż jej papierową poprzedniczkę! A co z oczami? Nie każdego przecież stać na drogi monitor, który nie niszczy aż tak bardzo oczu. Co z możliwością zabrania książki ze sobą do autobusu, metra, pociągu czy po prostu na spacer do parku? E book nie umożliwia nam tego! O, albo to! Na papierze możemy zakreślić istotny dla nas fragment, na ten przykład. Pomijając już tę nowoczesną formę przedstawiania słowa pisanego ( nie mówię, że jest ono złe. Ale nie jest aż tak praktyczne, jak wydrukowana lektura ) nie powinniśmy zapominać o innych korzyściach, jakie dają nam książki:

- poprawne pismo, bez błędów ortograficznych, interpunkcyjnych, stylistycznych, gramatycznych, merytorycznych czy językowych
- rozwija wyobraźnię
- UCZY! Czego? Na przykład przekazuje nam bardzo często pozytywne wartości, które niestety, ale teraz zanikają
- rewelacyjnie relaksuje, o wiele lepiej niż film czy gra komputerowa ( tak, tak uważam i zdania NIE zmienię. Kto nie wierzy, niech spróbuje! )
- wzbogaca słownictwo

  Uważam zwyczaj czytania maluchom książek do poduszki za coś rewelacyjnego. W ten oto sposób małe dziecko chce czym prędzej nauczyć się pisać i czytać aby móc samemu poznać dalszą cześć bajki. Przynajmniej ja tak miałam, że od momentu zdobycia tej zdolności, regularnie odwiedzałam szkolną bibliotekę i opuszczałam ją w ilościach hurtowych ( nie bibliotekę a książki ). O ile się nie mylę, pani Chmielewska posiadła tę umiejętność w wieku lat czterech, z powodów podanych jak wyżej. No i wielce irytował ją fakt, że mamusia nie miała zawsze czasu i chęci na czytanie jej książek, o co domagała się nieustannie. Apeluję więc, " zaraźmy " od najmłodszych lat dzieciaki tym bakcylem!

    UWAGA! Grozi uzależnieniem od słowa pisanego, bujną wyobraźnią a także poprawną polszczyzną! :)



2 komentarze: